Uwaga! Post ten został uaktualniony w dniu 18 lutego 2026 roku poprzez dodanie nowych informacji na samym końcu tego wpisu z dopiskiem EDYCJA w dniu ... serdecznie zapraszam do zapoznania się z tymi zmianami.
Do stworzenia tego wpisu skłoniła mnie lektura książki szwedzkiej autorki i dziennikarki Karin Bojs, pt. "Moja europejska rodzina. Pierwsze 54 000 lat."
Autorka opisuje w niej "wędrówkę" genów gatunku Homo sapiens w czasie dziesiątków tysięcy lat i w przestrzeni wszystkich kontynentów. Wymieszane podczas tej wędrówki geny utworzyły niepowtarzalny koktajl, który upakowany w łańcuch nici DNA zamieszkuje teraz każdą komórkę jej ciała.
Ale to nie stricte temat książki, choć niezmiernie ciekawy i będący, być może, w bliższej przyszłości jednym z czynników wprowadzenia moich poszukiwań na inne, nowe tory, przyczynił się do powstania tego wpisu, lecz krótka wyliczanka będąca wstępem do części pierwszej wspomnianej książki. Karin Bojs pisze:
"Annika wydała na świat Martę, która wydała na świat Karin.
Karin była matką Anniki, która z kolei została matką Karin.
Córka Karin nosiła imię Kajsa. Kajsa wydała na świat Karolinę.
Karolina urodziła Bertę, ta zaś Anitę.
Anita wydała na świat Karin."
Annika - Marta - Karin - Annika - Karin - Kajsa - Karolina - Berta - Anita - Karin
Natomiast, czy ja potrafię policzyć do dziesięciu? W sposób przytoczony przez autorkę? Odpowiedź brzmi: nie.
Fakt, że Antonina powiła Mariannę (zwaną Marią), ta zaś Jadwigę, która jest matką Alicji, a Alicja urodziła Katarzynę daje mi tylko pięć pokoleń kolejno po sobie występujących matek.
Antonina - Marianna - Jadwiga - Alicja - Katarzyna
Jednakże, naginając "nieco" zasadę wywodu przeprowadzonego jedynie w linii matrylinearnej (tylko żeńscy przodkowie, po kądzieli; w opozycji jest system patrylinearny - sami męscy przodkowie, po mieczu ... zresztą, Karin Bojs także i w tej linii wymienia z imienia wszystkich swoich "ojców" aż do jedenastego pokolenia wstecz) do wszystkich moich antenatów, we wszystkich gałęziach życia (tak nazywam, na swój użytek, linie przodków) potrafię, na dzień dzisiejszy, doliczyć do dziesięciu w sześciu przypadkach. Podkreślam, w sześciu przypadkach na ...
... na pięciuset dwunastu moich przodków, których powinnam mieć w swoim wywodzie w dziesiątym pokoleniu (licząc siebie, czyli probanta jako pokolenie pierwsze). To oznacza, że z moich pięciuset dwunastu 7xpradziadków poznałam ... odnalazłam nieco ponad 1% z nich. Na tyle, na razie, pozwoliły mi kwerendy przeprowadzone na materiale historycznym pozostawionym przez ówczesnych, moim przodkom, świeckich i kościelnych urzędników. Mowa tu, ledwie, o XIX i XVIII stuleciu.
Poniżej zamieszczam tablicę ascendentów (Ahnentafel), czyli listę moich przodków oznaczonych w systemie Sosy-Kekulego/Stradonitza (patrz: *). W celu otwarcia pełnego opracowania proszę kliknąć na zdjęcie:
Poniżej zamieszczam tablicę ascendentów (Ahnentafel), czyli listę moich przodków oznaczonych w systemie Sosy-Kekulego/Stradonitza (patrz: *). W celu otwarcia pełnego opracowania proszę kliknąć na zdjęcie:
* System numerowania przodków wynaleziony w roku 1676 przez hiszpańskiego herolda Hieronima de Sosa, a rozpropagowany dopiero w XIX wieku przez Stephana Kekule von Stradonitza. W systemie tym probant - czyli osoba, dla której sporządza się wywód przodków i opracowuje tablicę ascendentów jest oznaczony numerem 1. Ojciec dziecka ma zawsze numer dwa razy większy niż numer tego dziecka, zaś matka oznaczona jest zawsze numerem ojca tego dziecka zwiększonym o jeden. Przykładowo: dla dziecka oznaczonego numerem 6, jego ojciec będzie miał numer 12, a matka 13. Generalnie, nie licząc probanta, którym może być zarówno mężczyzna jak i kobieta, w systemie Sosy-Kekulego/Stradonitza wszyscy mężczyźni oznaczeni są liczbami parzystymi, a wszystkie kobiety nieparzystymi, przy czym w miarę oddalania się od probanta liczby te rosną.
Bezsprzeczną zaletą przyjętego przeze mnie systemu oznaczania przodków jest fakt, iż nieodnalezione jeszcze osoby - ciągle ukryci przede mną moi przodkowie mają na tej liście, już z góry ustalone, swoje stałe miejsce. W każdej chwili można dopisać do listy kolejnego odszukanego antenata nie burząc przy tym przyjętego porządku zapisu.
Mój wywód przodków liczy sobie, na dzień dzisiejszy, 153 osoby (nie licząc probanta) - patrz: * i w formie graficznej przedstawia się w taki oto sposób (w celu powiększenia grafiki proszę kliknąć na zdjęcie):
* Pełny wywód przodków do dziesiątego pokolenia włącznie powinien w sumie zawierać 1022 osoby (nie licząc probanta). Tak więc, na mój wywód składa się łącznie, na dzień dzisiejszy, prawie 15% wszystkich możliwych /!/ antenatów (w moim przypadku współczynnik ten jest o 0,5% wyższy, bowiem ze względu na urwaną jedną z linii w szóstym pokoleniu, wszystkich antenatów do dziesiątego pokolenia włącznie powinnam mieć 991). I tak:
Na razie mam tylko jedną sytuację urwanej linii (dziecko panieńskie = ojciec nieznany), ale nie wykluczam, że wraz z następnymi kwerendami taki stan rzeczy niejednokrotnie może się powtórzyć.
Na razie nie zaobserwowałam także zjawiska ubytku przodków, tzn. że każda osoba z mojego wywodu występuje w nim tylko jeden raz (oczywiście na tym etapie moich poszukiwań). Chociaż mam już takie zjawisko w jednej z bocznych linii, to jednak nie rzutuje ono na liczbę osób w moim wywodzie przodków.
- w pokoleniu trzecim (dziadkowie) mam 4 osoby na 4 możliwe,
- w pokoleniu czwartym (pradziadkowie): 8 na 8,
- w pokoleniu piątym (prapradziadkowie): 16 na 16, przy czym w dwóch przypadkach nie znam niczego więcej oprócz imion moich prapradziadków,
- w pokoleniu szóstym (3xpradziadkowie): 21 na 32/31! (jeden praprapradziadek figuruje jako NN; jego syn był dzieckiem panieńskim, nie podano w metryce danych ojca - linia kończy się więc wraz z piątym pokoleniem), dziesięć osób jest jeszcze nie odnalezionych, odnośnie jednego przypadku znam tylko imię antenata,
- w pokoleniu siódmym (4xpradziadkowie): 38 na 64/62! (rezultat urwanej linii w szóstym pokoleniu), przy czym dwadzieścia cztery osoby są jeszcze nie odnalezione, w czterech przypadkach znam tylko imiona,
- w pokoleniu ósmym (5xpradziadkowie): 36 na 128/124! (rezultat urwanej linii w szóstym pokoleniu), osiemdziesiąt osiem osób jest jeszcze nie odnalezionych, w pięciu przypadkach znam tylko imiona
- w pokoleniu dziewiątym (6xpradziadkowie): 22 na 256/248! (rezultat urwanej linii w szóstym pokoleniu), nie odnalezionych pozostaje jeszcze dwieście dwadzieścia sześć osób, odnośnie siedmiu przypadków znam tylko imię antenata,
- w pokoleniu dziesiątym (7xpradziadkowie): 6 na 512/496! (rezultat urwanej linii w szóstym pokoleniu), do odnalezienia pozostało czterystu dziewięćdziesięciu 7xpradziadków, w dwóch przypadkach znane mi są tylko imiona
Na razie mam tylko jedną sytuację urwanej linii (dziecko panieńskie = ojciec nieznany), ale nie wykluczam, że wraz z następnymi kwerendami taki stan rzeczy niejednokrotnie może się powtórzyć.
Na razie nie zaobserwowałam także zjawiska ubytku przodków, tzn. że każda osoba z mojego wywodu występuje w nim tylko jeden raz (oczywiście na tym etapie moich poszukiwań). Chociaż mam już takie zjawisko w jednej z bocznych linii, to jednak nie rzutuje ono na liczbę osób w moim wywodzie przodków.
Wydaje się, że podróż wehikułem czasu, jakim jest genealogia poza ... a raczej przed osiemnaste stulecie pozostaje w sferze moich marzeń. Oczywiście są osoby, które potrafią poprowadzić swój wywód przodków znacznie dalej (i nie mam tutaj na myśli jednego ze skrajnych przypadków jakim są mieszkańcy Islandii, którzy za sprawą względnego odizolowania od reszty świata i zapewne bogatych źródeł metrykalnych i pozametrykalnych potrafią przedstawić swój wywód przodków aż do IX w. n.e. /sic!/ - wtedy to na wyspie pojawili się pierwsi ludzie; patrz: str. 36 książki Karin Bojs pt. "Moja europejska rodzina", ISBN 978-83-65743-94-7). Generalnie, nie jest to jednak praca łatwa, a na pewno żmudna i wymagająca wielu wyrzeczeń. Nie zawsze jest też, niestety, możliwa. Brak źródeł pisanych spowodowany przez różne czynniki (zniszczenie, zagubienie, niewytworzenie) nierzadko sprawia, że owa podróż w czasie staje się w pewnym momencie niewykonalna. Wierzę głęboko, że osobiście nie doszłam jeszcze do tej bariery. Że nie wyczerpałam wszystkich źródeł, które czekają na mnie w przeróżnych archiwach, bibliotekach i instytucjach. Nie wiem, na ile jeszcze uda mi się, w rezultacie moich poszukiwań, cofnąć w czasie, natomiast wiem, że postaram się swój wywód przodków uzupełnić jak najpełniej (brzmi to nieco groteskowo, wszak praca genealoga - choćby i amatora jakim jestem - nie ma końca, zresztą już kiedyś o tym wspominałam).
A czy Ty, mój czytelniku, potrafisz policzyć do dziesięciu? Jest to linia matrylinearna, czy linia patrylinearna Twojego wywodu przodków? A może tak jak u mnie - linia łamana? A może nie potrafisz wypowiedzieć imion wszystkich swoich prapradziadków (a masz ich szesnastu - ośmiu prapradziadków i osiem praprababć) i wpis ten sprawi, że zechcesz je poznać?
Proszę, podziel się ze mną swoją wiedzą ... lub niewiedzą albo swoimi odkryciami w ramach podróży wehikułem czasu jakim jest genealogia.
EDYCJA w dniu 18 lutego 2026 r.: Po ponad siedmiu latach i wielu godzinach spędzonych na przeglądaniu ksiąg metrykalnych niniejszy wpis nieco się zdezaktualizował.
Czy już potrafię policzyć do dziesięciu? Ciągle nie, ale z pięciu pokoleń kolejno po sobie występujących matek w roku 2018, na chwilę obecną mam tych pokoleń osiem. Dopisałam do mojego wywodu przodków trzy kolejne pramatki. Na tę macierzystą linię życia składają się:
Anna - Agnieszka - Katarzyna - Antonina - Marianna - Jadwiga - Alicja - Katarzyna
Jeśli chodzi o linię ojczystą, to potrafię wymienić z imienia sześciu kolejnych ojców:
Marcin - Mikołaj - Maciej - Szymon - Eugeniusz - Wojciech
Biorąc pod uwagę wszystkie linie przodków potrafię, na dzień dzisiejszy, doliczyć do dziesięciu - nie w sześciu przypadkach jak w roku 2018, ale w ośmiu (co daje mi nieco ponad 1,6% wszystkich 7xpraprzodków, których powinnam mieć w kompletnym /!/ dziesiątym pokoleniu). Tutaj przybyły mi jedynie dwie osoby, ale doszło także pokolenie jedenaste z czterema 8xpraprzodkami zahaczając o wiek XVII, co jest dla mnie nowością.
Poniżej zamieszczam, uaktualnioną na dzień dzisiejszy, tablicę ascendentów (w celu otwarcia pełnego opracowania proszę kliknąć na poniższe zdjęcie):
Mój wywód przodków liczy sobie, na dzień dzisiejszy, 236 osób (nie licząc probanta). W ciągu tych siedmiu lat odnalazłam i przywróciłam rodzinnej pamięci 83 osoby - to moje stare/nowe pramatki i praojcowie. W formie graficznej aktualny wywód przedstawia się następująco (w celu powiększenia wykresu proszę kliknąć na zdjęcie):
Odsetek odnalezionych praprzodków do dziesiątego pokolenia włącznie (a są to 232 osoby) wzrósł zatem z prawie 15% do 22,7% (z wszystkich możliwych do odnalezienia, czyli z 1022 osób, które powinno mieć się w wywodzie do dziesiątego pokolenia - nie licząc probanta). Biorąc pod uwagę także jedenaste pokolenie z odnalezionymi czterema moimi 8xpraprzodkami odsetek ten niestety maleje do 11,5% (wywód przodków do kompletnego /!/ pokolenia jedenastego powinien zawierać 2046 osób).
Obecnie mam urwaną linię nie tylko w pokoleniu szóstym, ale także i w ósmym (jeden 2xpradziadek oraz jeden 4xpradziadek byli dziećmi panieńskimi - ich ojcowie są nieznani). Tak więc procenty, o których piszę wyżej są w moim przypadku nieco wyższe (wszystkich antenatów do dziesiątego pokolenia włącznie powinnam mieć nie 1022, a 984 - co daje mi 23,6%, a do pokolenia jedenastego 1968 - zamiast 2046, co daje prawie 12%). I tak:
- w pokoleniu trzecim (dziadkowie) mam 4 osoby na 4 możliwe,
- w pokoleniu czwartym (pradziadkowie): 8 na 8,
- w pokoleniu piątym (prapradziadkowie): 16 na 16,
- w pokoleniu szóstym (3xpradziadkowie): 29 na 32/31! (jeden praprapradziadek figuruje jako NN; jego syn był dzieckiem panieńskim, nie podano w metryce danych ojca - linia kończy się więc wraz z piątym pokoleniem), dwie osoby są jeszcze nie odnalezione,
- w pokoleniu siódmym (4xpradziadkowie): 54 na 64/62! (rezultat urwanej linii w szóstym pokoleniu), przy czym osiem osób jest jeszcze nie odnalezionych,
- w pokoleniu ósmym (5xpradziadkowie): 79 na 128/123! (rezultat urwanej linii w szóstym pokoleniu oraz kolejnej kończącej się wraz z siódmym pokoleniem - jeden 5xpradziadek figuruje jako NN; jego syn był dzieckiem panieńskim, nie podano w metryce danych ojca), czterdzieści cztery osoby są jeszcze nie odnalezione,
- w pokoleniu dziewiątym (6xpradziadkowie): 32 na 256/246! (rezultat urwanych linii w szóstym i ósmym pokoleniu), nie odnalezionych pozostaje jeszcze dwieście czternaście osób,
- w pokoleniu dziesiątym (7xpradziadkowie): 8 na 512/492! (rezultat urwanych linii w szóstym i ósmym pokoleniu), do odnalezienia pozostało czterystu osiemdziesięciu czterech 7xpradziadków,
- w pokoleniu jedenastym (8xpradziadkowie): 4 na 1024/984! (rezultat urwanych linii w szóstym i ósmym pokoleniu), do odnalezienia pozostaje dziewięćset osiemdziesiąt osób
Tak więc jeśli chodzi o ukompletowanie poszczególnych pokoleń (odnalezienie wszystkich praprzodków w każdym z kolejnych pokoleń), to od roku 2018 niewiele się zmieniło. Nadal najstarszym kompletnym pokoleniem jest pokolenie piąte (2xpradziadkowie). Natomiast w szóstym dopisałam 8 moich 3xpraprzodków, w siódmym - 16 moich 4xpra, w ósmym - 43 moich 5xpra, w dziewiątym - 10 moich 6xpra, w dziesiątym - 2 moich 7xpra, a do nowostworzonego jedenastego pokolenia wpisałam 4 moich 8xpraprzodków.
Wykres przodków, który zamieszczam powyżej, na pierwszy rzut oka, wygląda całkiem nieźle. Mam sporo gałęzi, na których porozsiadało się 236 osób (nie licząc probanta) i tak ... robi na mnie wrażenie. Natomiast prosta matematyka pokazuje jak wiele jeszcze pracy mnie czeka. Do dziesiątego pokolenia włącznie odnalazłam prawie 1/4 wszystkich moich pramatek i praojców. Ale do pokolenia jedenastego - tylko niespełna 1/8 z nich. Inaczej ... odnalezionych mam 236 praprzodków, ale do odnalezienia ciągle jeszcze czeka (do jedenastego pokolenia włącznie) 1732 praprzodków.
Do uaktualnienia pozostały także dwa poniższe wpisy 👇, które mają za zadanie porządkować wiedzę.
Koniec EDYCJI.



fascynujące, ale z nasza historią. potop szwedzki, trzy zabory, dwie wojny, wysiedlenia, ucieczki, emigracje... jednak nie potrafię policzyć do dziesięciu:) a szkoda..
OdpowiedzUsuńNiestety, historia naszego kraju jest zawiła i tragiczna ... ja ciągle próbuję i o dziwo, czasami udaje mi się dopisać do wykresu przodków nowe gałązki (w sytuacji kiedy myślałam, że nie znajdę już kompletnie nic). Ale to i tak, jak pokazuje powyższy artykuł jest kropla w morzu. Dziękuję za komentarz :)
UsuńBardzo ciekawy tekst i przemiły w czytaniu. Policzyłam - i w linii żeńskiej umiem tylko do 9.
OdpowiedzUsuńDziękuję :) "Tylko" do 9? To bardzo dobry wynik! Pozostaje mi tylko życzyć dalszych owocnych poszukiwań.
UsuńWiedziałam, że się interesujesz genealogią ale że aż tak!!!!! WIELKI SZACUN!
OdpowiedzUsuńDziękuję, tylko nie wiem komu? :)
UsuńWskakuję do wpisu z "Toż to przodka". Z tą Islandią to nawet o tyle zabawne, że dzięki Sagom, często są w stanie nawet przybliżone losy przodków sprzed 20 pokoleń opisać. I teraz pytanie: ilu przodków przybyło przez dwa lata poszukiwań?
OdpowiedzUsuńIlu przybyło? Niewielu - w jednej linii bodajże dwa pokolenia, więc nawet nie ma co aktualizować wpisu. Wynika to w dużym stopniu z przyczyn pozagenealogicznych, niestety. A jeśli chodzi o Islandczyków ... to ciekawa społeczność, mało zróżnicowana genetycznie, przez wieki odizolowana od świata, i faktycznie, tradycja spisywania sag (i co bardzo ważne, ich zachowanie do czasów obecnych) jest chyba wyjątkowa w skali światowej. Ilu ich tam jest? Około 360 tys. osób? To tylko nieco więcej niż mieszkańców Lublina, czy Bydgoszczy, bo już w Szczecinie mieszka więcej osób niż na całej Islandii. Ich powiązania rodzinne są bardzo ciekawe, a jaki ubytek przodków musi tam występować ;)
Usuń